czwartek, 02 listopada 2017 08:40

Patryk Rachwał: Pomimo słabszego okresu, wciąż liczymy na wsparcie kibiców

Patryk Rachwał: Pomimo słabszego okresu, wciąż liczymy na wsparcie kibiców fot. Damian Agatowski

Po ostatnich wydarzeniach (nie tylko) sportowych, poprosiliśmy kapitana GKS-u Patryka Rachwała o komentarz w sprawie m.in. ostatniego meczu z Wisłą i wybryku Marcina Ryszki.

Damian Agatowski (GKS.net.pl): Zacznijmy może od tego, co się wydarzyło w drugiej połowie meczu w Puławach? Prowadzicie po 35. minutach 2:0, macie mecz pod kontrolą i… ostatecznie przegrywacie 2:5?

Patryk Rachwał (kapitan GKS Bełchatów): Ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Żadnemu zespołowi nie przystoi tracić czterech bramek w jednej połowie meczu, zwłaszcza po tym, jak wyglądała pierwsza część spotkania. Po pierwszych 45. minutach pewnie nikt nie wierzył, że możemy ten mecz przegrać. Szukamy przyczyny błędów, które popełniliśmy jako zespół, za co zostaliśmy srodze ukarani. Z tego co wiem, piłkarze Wisły oddali sześć celnych strzałów i zdobyli pięć bramek. Taka sytuacja nie często się zdarza.

Kibice po meczu nie szczędzili wam gorzkich słów.

Fakt, nie szczędzili. Na pewno nie było to przyjemne, ale rozumiem ich zniecierpliwienie, bo jeżdżą za nami wszędzie, dopingują nas. Nie ma się więc co dziwić, że narasta w nich frustracja. Na początku sezonu pokazaliśmy, jak możemy grać i wygrywać. My też szukamy przyczyn, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Wypada tylko przeprosić kibiców za to, że muszą oglądać takie mecze, jak ten ostatni w Puławach. Wydaje mi się, że i tak już długo byli cierpliwi. Pomimo słabszego okresu, jako zespół wciąż liczymy, że będą nas wspierać. Wierzę, że w końcu i my odpalimy i zrobimy taką serię, jak na początku sezonu.

Czy po tym meczu w szatni bądź w autokarze rozmawialiście, kto jakie błędy popełnił? Co wam powiedział trener Pawlak zaraz po spotkaniu i jakie błędy wskazał podczas analizy?

Wszelkie uwagi zostają między nami, w drużynie. Jesteśmy po analizie tego meczu i trener pokazał nam, gdzie popełniliśmy błędy i czego powinniśmy się wystrzegać. W następnych meczach nie ma prawa wydarzyć się podobna historia, bo jeszcze raz podkreślę: takiemu zespołowi nie przystoi tracić tylu bramek w taki sposób.

Nie ma pan pewnego rodzaju deja vu z zeszłorocznej jesieni? Wtedy też był nowy trener, głośne – jak na realia drugoligowe – nazwiska, tylko wyniki jakby te same co dzisiaj.

Trochę to jest takie małe deja vu. Z pewnością po tak obiecującym początku ani wśród kibiców, ani wśród nas w szatni, nikt nie przypuszczał, że trafi nam się tak słaba seria, że na dziewięć ostatnich meczów wygramy zaledwie jeden. Dla nikogo nie jest to komfortowa sytuacja; ani dla klubu, ani dla nas, ani dla kibiców. Zapewniam, że wszystkim nam zależy na odwróceniu złej passy. My naprawdę analizujemy i szukamy przyczyn tego kryzysu. Zresztą robi to cały sztab.

Nie obawia się pan, że zimą część z tych nowych zawodników mówiąc krótko, spakuje się i wyjedzie, widząc, że szansa na awans uciekła jesienią? I po raz kolejny trzeba będzie budować drużynę GKS-u od podstaw?

Nie ma ludzi niezastąpionych. Jeżeli ktoś nie będzie miał ochoty grać dla GKS-u, to odejdzie. Z niewolnika nie ma pracownika. Wiadomo, że wszystkich obowiązują ważne kontrakty. Wydaje mi się jednak, że na dzień dzisiejszy w szatni nie ma zawodników, którzy myślą o opuszczeniu zespołu. Tworzymy monolit i koncentrujemy się na najbliższym spotkaniu z Gryfem. Każdy z nas zdaje sobie sprawę, jak ważne mecze zostały do końca roku. Jeżeli zapunktujemy w każdym z nich, to nie stracimy kontaktu z czołówką. Jeszcze nic nie jest stracone.

Kibice coraz głośniej narzekają na wyniki, na trenera, na to, że miała być walka o czołowe lokaty, a tymczasem balansujemy między 8-12 miejscem. Gdzie w ocenie kapitana GKS-u należy dokonać zmian? Oczywiście nic nie sugeruje, ale patrząc chociażby na ROW Rybnik czy teraz na Wisłę Puławy – efekt nowej miotły zadziałał od razu.

Nie ja zatrudniałem trenera, nie ja go będę zwalniał. Nie jestem od oceniania pracy szkoleniowca. Zresztą, gdzie jest powiedziane, że w przypadku przyjścia nowego trenera - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – od razu zaczęlibyśmy wygrywać? Uważam, że takie decyzje muszą być przemyślane. Bo w przypadku, gdy zapunktujemy w tych czterech ostatnich meczach, nagle wszyscy będą mówić, jak dobrze, że ktoś w Bełchatowie wytrzymał ciśnienie i zostawił trenera. Z kolei jeśli będzie na odwrót, pojawią się pytania, dlaczego zmiany nie dokonano wcześniej? Nie ma co dywagować. Zapewniam, że nikt w drużynie nie spuszcza głowy i wszyscy są maksymalnie zdeterminowani, by wreszcie nastąpiła poprawa. Paradoksalnie tak czasami wychodzi, że im się bardziej chce, tym bardziej nie wychodzi. Walczymy dalej!

Na koniec temat niezwiązany bezpośrednio z piłką. W piątek rozmawiałem z Marcinem Ryszką, który z ogromnym szacunkiem opowiadał o życzliwości i pomocy jakiej doświadcza z pana strony. Jak więc pan skomentuje jego nieodpowiedzialne zachowanie, które skończyło się interwencją policji?

Wszyscy są w szoku. Koledzy w szatni, sztab szkoleniowy, również kibice. Znamy Marcina, jaki jest na co dzień – zarówno na boisku, jak i poza nim. Dzisiaj nie jestem w stanie wytłumaczyć tego co zrobił. Popełnił ogromny błąd i wobec obecnej sytuacji w jakiej się sportowo znajdujemy, wielu pewnie będzie dorabiać różne ideologie, że w Bełchatowie jest jakieś pijaństwo. Nic z tych rzeczy. Najważniejsze, że swoim - bądź co bądź nierozważnym - występkiem nie wyrządził na drodze nikomu krzywdy. Z drugiej strony myślę, że na pewno będzie miał nauczkę do końca życia. Nie wiem co mu uderzyło do głowy, że wsiadł za kierownicę po alkoholu. Nie wiem...

Oczywiście nie wszystko można tłumaczyć błędami młodości, prawda? Pan jako kapitan drużyny, będzie z nim rozmawiał na ten temat?

Byłem w kontakcie z Marcinem po tym co się stało. Kilka dni na przemyślenie dobrze mu zrobi. Cóż, mleko się wylało. Uważam jednak, że jest na tyle inteligentnym chłopakiem, że z pewnością zrozumiał, jaką krzywdę wyrządził - przede wszystkim - sobie, ale też drużynie i całemu klubowi. Teraz tylko od niego zależy, jak sobie z tą sytuacją poradzi. Marcin jest na początku swojej przygody z piłką i musi liczyć się z tym, że ta przykra historia przez jakiś czas będzie się za nim ciągnęła. Nie będzie to fajne. Ale jeśli poradzi sobie z tą sytuacją i wyciągnie odpowiednie wnioski to będzie mocniejszy.

Oceń publikację
(7 głosów)
Copyright © 2017 GKS.net.pl. Projekt: GKS.net.pl | KONTAKT

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Żeby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij TUTAJ.