Po wyczerpującym obozie w wielkopolskim Wągrowcu kadra PGE GKS Bełchatów późnym wieczorem wróciła na Sportową. Dziś giekaesiacy mają wolne, by spotkać się na jutrzejszych zajęciach. Po wyjściu z autokaru udało nam się porozmawiać z Marcinem Drzymontem.
Arkadiusz Modliński: Za wami 8-dniowe zgrupowanie w Wągrowcu, gdzie warunki atmosferyczne – mróz i dużo śniegu nie dopisywały. Jak się czujesz po pierwszym zgrupowaniu ?
Marcin Drzymont: Czuję się dobrze. Na szczęście obyło się bez kontuzji zarówno u mnie, jak i u reszty kolegów. To na pewno cieszy. Niestety nie udało nam się zagrać tam żadnego meczu kontrolnego. Jest to dla mnie szczególnie ważne, gdyż ostatnio nie miałem zbyt dużo okazji do gry. Jest mi z tego powodu przykro, jednak mam nadzieję, że nadrobię to w najbliższym czasie.
Czy brak rozegrania w zeszłym tygodniu sparingu to duży problem?
Kwintesencją każdego przepracowanego tygodnia jest mecz. Niezależnie, czy jest to sezon, czy okres przygotowawczy. Mieliśmy zaplanowane dwa sparingi, które się nie odbyły, jednak patrząc na warunki byłaby to ciężka sprawa. Sądzę, że drużynie nie powinno to zaszkodzić.
Czy z Twoją stopą jest już wszystko w porządku?
Z moją stopą jest tak, jak być powinno. Czuję się bardzo dobrze, po urazie nie odczuwam żadnych dolegliwości. Pozostaje mi już tylko pracować, aby dojść do jak najwyższej formy.
Jakie warunki do trenowania mieliście na obozie?
Niestety pogoda nie sprzyjała i przy silnych mrozach ciężko było trenować na zewnątrz. Na szczęście w ośrodku znajdowało się 30 rowerów spiningowych, na których robiliśmy treningi tlenowe, które powinniśmy robić biegając po boisku. Wszystko mieliśmy na miejscu, zatem ogólnie warunki można powiedzieć, że mieliśmy dobre.
Na co największy nacisk kładł trener Ulatowski?
Pogoda spowodowała, że dużo zajęć spędzaliśmy na hali. Duży nacisk został położony na przygotowanie tlenowe i siłownie. Oprócz tego mieliśmy dużo zajęć ogólnorozwojowych.