sobota, 04 maja 2019 10:15

Paweł Czajkowski: Feta na swoim stadionie po meczu derbowym byłaby niesamowita

Paweł Czajkowski: Feta na swoim stadionie po meczu derbowym byłaby niesamowita fot. Damian Agatowski

Mając 21 lat zaliczył hattricka, zdobywając wszystkie trzy bramki po strzałach głową! Niespełna dwa lata później był już kapitanem KSZO Ostrowiec Św. Sporo rad udzielał mu Dariusz Pietrasiak, który odegrał niebagatelną rolę w jego przenosinach do Bełchatowa. Współpracę z Przemysławem Cecherzem wspomina bardzo dobrze, a o testach w Legii już właściwie nie pamięta. Twierdzi, że "wszystkie tryby w GKS pracują na odpowiednich obrotach", o czym przekonacie się czytając uważnie nasz wywiad. Panie i Panowie, defensywny pomocnik z największą liczbą występów w ekipie "Brunatnych" w tym sezonie - Paweł Czajkowski!

Damian Agatowski (GKS.net.pl): Zacznijmy może od tego, bo nie wszyscy kibice pewnie wiedzą, że Paweł Czajkowski jeszcze nie tak dawno grał jako ofensywny pomocnik. Tak było w twoim macierzystym klubie KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

Paweł Czajkowski (pomocnik GKS Bełchatów): Tak naprawdę w KSZO różnie bywało. W pierwszym sezonie byłem typowym defensywnym pomocnikiem od zadań destrukcyjnych. W drugim sezonie, po zmianie trenera zacząłem grać na "dziesiątce" już od pierwszego meczu, co okazało się chyba niezłym posunięciem, ponieważ "na dzień dobry" zdobyłem bramkę. Na tej pozycji rozegrałem cały sezon 2015/16, a później po kolejnej zmianie trenera znów byłem wystawiany jako defensywny pomocnik.

Bartłomiej Domin (GKS.net.pl): Lepiej odnajdujesz się w grze defensywnej czy ofensywnej? Co jest twoim największym piłkarskim atutem?

Na ten moment chyba bardziej odnajduje się w formacji defensywnej. Co nie oznacza, że gdyby zaszła taka potrzeba i trener wystawiłby mnie na pozycji nr 10, to bym sobie nie poradził. Jeśli zaś chodzi o atuty, myślę, że odbiór i waleczność.

D.A.: W sezonie 2015/16 byliście jako KSZO bliscy awansu do II ligi. Zajęliście 2. miejsce za Garbarnią Kraków, a ty w 32 meczach strzeliłeś 14 goli. Niezłe liczby jak na ówczesnego 21-latka.

Tak, to był bardzo udany sezon. Dobrze czułem się na tej pozycji. Miałem też - nazwijmy to - piłkarskiego "nosa" w sytuacjach podbramkowych, ponieważ większość z tych moich czternastu bramek zdobyłem z pola karnego. Liczby z sezonu 15/16 rzeczywiście miałem dobre i te czternaście bramek to był chyba całkiem niezły wynik jak na 21-latka. Należy jednak pamiętać, że była to zaledwie III liga małopolsko-świętokrzyska, więc tamten poziom był z pewnością nieco słabszy niż w dzisiejszej III lidze, która w międzyczasie została zmniejszona z ośmiu do czterech grup. Niemniej to był dobry sezon.

B.D.: Najlepszy w seniorskiej piłce?

Pod względem statystyk i liczb, na pewno.

D.A.: Raz zaliczyłeś nawet hattricka w meczu z rezerwami Korony Kielce i co ciekawe wszystkie trzy bramki zdobywałeś głową. Niecodzienny wyczyn. Jak to wspominasz?

Bardzo fajnie. To był chyba mój najlepszy mecz w barwach KSZO. Strzelane gole smakowały podwójnie, szczególnie, że był to mecz derbowy. Ponadto znając animozje na linii kibice KSZO – kibice Korony, ten hattrick miał większy prestiż, niż w przypadku gdybym go strzelił w meczu z mniej utytułowanym rywalem. Tak jak wspomniałeś wszystkie te bramki zdobyłem głową i muszę się przyznać, że sam byłem w szoku, ponieważ ten element gry nigdy nie był moją mocną stroną. W tamtym meczu jednak co spadło na głowę, to wpadło do siatki (śmiech).

B.D.:  A jak ci się układała współpraca z trenerem Przemysławem Cecherzem, który jest dość specyficzną jednostką, a był szkoleniowcem KSZO w ostatnim sezonie twojej gry w Ostrowcu?

Zanim dowiedziałem się, że Przemysław Cecherz obejmie funkcję trenera w KSZO, słyszałem, że jest dość specyficznym trenerem. Mimo to, zaraz po przyjściu do klubu wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Współpraca, nie tylko ze mną – z całym zespołem – w moim odczuciu układała się poprawnie. Uważam, że to bardzo dobry trener, ze sporym warsztatem i bagażem doświadczeń. Złego słowa nie mogę powiedzieć na styl i metody jego pracy. Dobrze go wspominam.



D.A.: Z Ostrowca odchodziłeś jako kapitan "pomarańczowo-czarnych". Jak to się stało, że opaskę kapitańską otrzymał 23-latek?

To była decyzja poprzedniego trenera, Tadeusza Krawca. W tamtym sezonie trochę posypała nam się kadra. Dwóch doświadczonych piłkarzy, wcześniejszych kapitanów odeszło z klubu. Zespół był dosyć młody, a że ja byłem wychowankiem KSZO i w poprzednim sezonie grałem w większości spotkań, trener powierzył mi opaskę kapitańską. Gdy zaś przyszedł trener Cecherz, niczego w tej kwestii nie zmieniał, więc funkcję kapitana pełniłem przez kolejny sezon. 

B.D.: Przed przyjściem do GKS-u jeździłeś na testy do różnych klubów, w tym m.in. do Legii, gdzie szlaki dla "ostrowieckich zawodników" przecierali Bartosz Żurek i Radosław Majecki. Im się udało – w różnych momentach – podpisać umowę z 13-krotnym mistrzem Polski. Tobie nie. Dlaczego?

Rzeczywiście byłem w Warszawie na testach. Nawet już o tym zapomniałem (śmiech). Graliśmy kiedyś jako kadra wojewódzka juniorów sparing z juniorami Legii. Widocznie wypadłem na tyle dobrze, że Legia zaprosiła mnie na testy wraz z Bartkiem Żurkiem. Byliśmy tam zaledwie dwa dni i choć później jeszcze dwukrotnie Legia zapraszała mnie na testy, do podpisania umowy nigdy nie doszło. Widocznie byli lepsi ode mnie.

D.A.: W Bełchatowie pojawiłeś się w czerwcu ubiegłego roku i bardzo szybko przekonałeś trenera Derbina, że warto na ciebie postawić. Czy wtedy wchodząc do szatni, trenując na co dzień z tymi zawodnikami, miałeś przekonanie, że ten zespół może powalczyć o coś więcej niż np. środek tabeli II ligi?

Grając jeszcze w KSZO, miałem okazję rywalizować w Pucharze Polski z takimi drużynami jak Stal Mielec, Pogoń Siedlce czy Arka Gdynia, które grały w wyższych ligach. W Ostrowcu mieliśmy wtedy bardzo młodą drużynę, a mimo to potrafiliśmy wyeliminować m.in. Pogoń i Raków Częstochowa. Dlatego jak tylko przyszedłem do Bełchatowa, zobaczyłem ten stosunkowo młody zespół, poznałem umiejętności kolegów i miałem wciąż w pamięci poziom prezentowany przez III-ligowe KSZO, które o mały włos nie wyeliminowało też Arki Gdynia, byłem przekonany, że z takim potencjałem ludzkim GKS jest w stanie osiągać coś więcej niż środek tabeli II ligi.

Wypowiedź Pawła Czajkowskiego po inauguracji rundy wiosennej z Ruchem [WIDEO]

D.A.: A czy ta seria dziewięciu spotkań bez porażki, którą rozpoczęliście sezon nie była dla was zaskoczeniem?

Myślę, że już w meczach kontrolnych można było zaobserwować dobrze poukładaną grę GKS-u, szczególnie w defensywie. Chociażby w meczu z Piastem Gliwice, wygranym we Wronkach (2:0). To był dobry prognostyk przed startem ligi, który jednocześnie pozwolił nam uwierzyć, że od początku sezonu możemy włączyć się do walki o jak najwyższe cele.

B.D.: W twoim debiucie w II lidze otrzymałeś "pamiątkę", która już chyba zawsze będzie ci przypominać o GKS Bełchatów? To był mecz z Pogonią Siedlce.

Pamiętam bardzo dobrze ten mecz i moje starcie z przeciwnikiem, kiedy zderzyliśmy się głowami (śmiech). Rozbiłem się dosyć mocno i miałem założonych bodajże siedem szwów.  Na pewno więc "pamiątkę" po debiucie w GKS będę nosił już zawsze.



D.A.: W tym sezonie obok Patryka Mularczyka i Pawła Lenarcika, zaliczyłeś najwięcej występów ze wszystkich zawodników GKS-u. Masz tak mocną pozycję w drużynie, nie schodzisz poniżej pewnego poziomu czy brak realnej konkurencji na twojej pozycji sprawia, że o miejsce w składzie nie musisz się martwić?
 
Biorąc pod uwagę, że wszystkie mecze ligowe rozpoczynam od początku i rzadko to boisko opuszczam, rzeczywiście wydawać się może, że moja pozycja jest niezagrożona. Nic bardziej mylnego. Rywalizacja w drużynie jest cały czas, ponieważ każdy chce grać. To jest zrozumiałe. Na mojej pozycji jest chociażby Patryk Rachwał, który samym doświadczeniem gwarantuje drużynie spokój i pewność w środkowej strefie. W każdym meczu, kiedy przeprowadzona ma być w naszej drużynie zmiana, zastanawiam się czy to nie ja opuszczę boisko? Oprócz Patryka, jest jeszcze Artur Golański, który z powodzeniem by sobie poradził na pozycji defensywnego pomocnika. Rywalizacja jest więc spora, ale ona tylko mi pomaga.

B.D.: Co w głównej mierze według ciebie przełożyło się na dobre wyniki osiągane przez GKS w tym sezonie?

Wiele czynników się na to złożyło. Jednym z nich jest na pewno właściwa taktyka, przygotowana przez trenera. Drugim, skuteczna defensywa oraz atuty w ofensywie, co wiąże się ogólnie rzecz ujmując z naszą... nieprzewidywalnością. Duża wymienność pozycji ofensywnych pomocników, niejednemu rywalowi napsuła sporo krwi. Nie mogę pominąć także dobrego przygotowania fizycznego oraz mentalnego, o którym niektórzy kibice często zapominają lub zwyczajnie nie biorą go pod uwagę. Generalnie w drużynie panuje znakomita atmosfera. Nie ma jednostek, które zaburzały by ten stan. Jesteśmy mocno scaloną ekipą, w której wszystkie tryby pracują na odpowiednich obrotach. To wszystko składa się na wyniki, jakie osiągamy.

D.A.: Mówisz o atutach w ofensywie. Tu nie do końca się z tobą zgodzę, ponieważ ze wszystkich drużyn z czołówki mamy najmniej zdobytych goli. Ponadto jesienią było kilka takich spotkań, w których pomimo przewagi liczebnej – mecze z Resovią, Elaną czy Widzewem – nie potrafiliśmy na tyle skutecznie zaatakować, by tę przewagę udokumentować choćby jednym golem.

Po części możesz mieć trochę racji. Należy jednak pamiętać, że czasami gra w przewadze jest trudniejsza niż rywalizacja jedenastu na jedenastu. Pamiętam taki mecz z Resovią, jeszcze w barwach KSZO, kiedy kończyliśmy go w dziewiątkę, a mimo to potrafiliśmy zremisować. Trudno to jednoznacznie wytłumaczyć, ale wiele drużyn w sytuacji kryzysowej, jaką jest niewątpliwie czerwona kartka, daje z siebie więcej niż może. Ambicja, walka, zaangażowanie – byle nie dać się złamać. I tak widocznie było w spotkaniach o których wspomniałeś.

B.D.: A moim zdaniem ta wymienność pozycji, przez brak typowego napastnika jest sporym atutem. Rywalom chyba ciężko jest rozgryźć taktykę GKS-u? Nigdy nie wiadomo czy Bartek Bartosiak będzie na ataku, ponieważ często schodzi na skrzydła, robiąc miejsce np. Patrykowi Mularczykowi.

Na pewno nie mamy typowego napastnika, który wiązałby obrońców wokół siebie, przez co trudniej jest im kryć zawodników, którzy nagle wbiegają z drugiej linii. Taki "mobilny" sposób mamy na rywali.

D.A.: Ostatnie zwycięstwo z Resovią miało niebagatelne znaczenie dla sytuacji w tabeli przed meczami z Elaną i Widzewem. Czujecie się już jedną nogą w I lidze?

Absolutnie nie. Mamy świadomość, że przed nami jeszcze trzy ciężkie mecze i tak naprawdę jeszcze wszystko może się zmienić. Skupiamy się na najbliższym przeciwniku, czyli Elanie Toruń. To będzie trudny mecz, ale znamy swoją siłę, jesteśmy po serii trzech zwycięstw z rzędu i jedziemy na ten ciężki teren z wiarą na dobry wynik.

B.D.: Remis w Toruniu wziąłbyś w ciemno czy gracie o pełną pulę?

W każdym meczu gramy o zwycięstwo. Nie kalkulujemy i nie opowiadamy, że remis z tym czy innym rywalem będzie nas satysfakcjonował. Jedziemy tam zagrać dobre spotkanie i tylko to nas interesuje. Mogę zapewnić, że damy z siebie wszystko.

D.A.: Rozmawiacie między sobą o możliwych scenariuszach na te ostatnie trzy kolejki? Np. w przypadku wygranej w Toruniu, meczem z Widzewem moglibyście zapewnić sobie awans kosztem największego rywala – w oczach kibiców GKS-u – i do Stargardu jechać już jako świeżo upieczony pierwszoligowiec.

Podświadomie pewnie każdy układa sobie te najbliższe spotkania w głowie. Rzeczywiście feta na swoim stadionie, jeszcze po meczu derbowym byłaby niesamowita. A gdyby jeszcze ten mecz miał zadecydować o zepchnięciu Widzewa z miejsca premiowanego awansem, dramaturgia tego spotkania byłaby podwójna. Każdy z nas jest jednak świadomy, że przed nami jeszcze długa droga, bo i rywale mogą układać sobie różne scenariusze, my musimy zrobić wszystko aby nie pozwolić im ich zrealizować. W tej kwestii też ogromną rolę mają słowa naszego trenera, które nie wprowadzają nikogo w błogi entuzjazm, dzięki czemu podchodzimy do obecnej sytuacji z chłodnymi głowami.

D.A.: Porozmawiajmy trochę o kulisach przedmeczowych odpraw, bo to wydaje mi się interesuje wielu kibiców. Są one przeprowadzane głównie pod kątem taktycznym, czy jednak trener pozwala sobie na delikatną dozę szaleństwa, jak robił to np. śp. Janusz Wójcik, cytując choćby jego legendarne zdanie: "Panowie, kiełbasy do góry i golimy frajerów"?

Zazwyczaj na odprawach przedmeczowych skupiamy się na sobie, na tym co mamy grać. Każdy z nas zna niektóre slogany z odpraw na pamięć. Analiza przeciwnika jest oczywiście konieczna, ponieważ każdy zespół ma swój styl gry. Trenerzy przygotowują nas inaczej, w zależności od rywala. Uwagę skupiają też na tym jak nasz przeciwnik wykonuje stałe fragmenty gry, abyśmy się dobrze do tego przygotowali.

D.A.: A zdradzisz nam kulisy piłkarskiego życia w GKS? Np. wasza szatnia - to front, nieustanne pole konfliktów czy może miejsce, do którego wchodzi się z przyjemnością?

Zdecydowanie jest to miejsce, do którego wchodzimy z przyjemnością. W takiej grupie różnych osobowości i charakterów, zawsze jest sporo śmiechu przed czy po treningu. Np. za muzykę przed meczami odpowiada Marcin Grolik i Mikołaj Bociek, a przed treningami gra... telewizor. Muzyka przeważnie puszczana jest przed i po meczach. Przed meczami raczej są to dźwięki, które nas pobudzają do walki, do gry, a po zwycięskim meczu, kiedy możemy sobie pozwolić na trochę odprężenia, towarzyszy nam disco polo.

D.A.: A jakbyś porównał szatnię GKS-u do tej z Ostrowca?

Są do siebie bardzo podobne, w obu zespołach było wielu wychowanków. Myślę, że w każdej szatni występuje też tzw. "szydera", która jest nierozłączną częścią grupy ludzi z dużym poczuciem humoru. W Bełchatowie jest dużo śmiechu. Mamy np. tarczę do gry w rzutki, która dostarcza nam wiele emocji i śmiechu. Od razu zaznaczę, nie ma w niej zdecydowanego lidera (śmiech).

B.D.: Na przestrzeni kilku ostatnich lat zawodnicy grający przy Sportowej podkreślali, że sporym atutem GKS-u była właśnie znakomita atmosfera w szatni. Po tym co mówisz, chyba nic się w tej kwestii nie zmieniło od czasów np. braci Mak?

Tak, atmosfera jaka panuje w szatni jest moim zdaniem kluczowa dla wyników osiąganych przez drużynę. Piłkarze muszą się w niej czuć dobrze, nie może być zbyt wielu konfliktów. Drużyna powinna czuć się komfortowo w swoim towarzystwie i tak właśnie jest w naszej szatni. Myślę, że ma to spory wpływ na naszą boiskową dyspozycję.

D.A.: Krąży o tobie opinia, że jesteś człowiekiem bez układu nerwowego. Zdarzyło ci się kiedyś tak naprawdę "zagotować" w trakcie meczu lub zaraz po zejściu do szatni?

Myślę, że jestem człowiekiem opanowanym i spokojnym. Kiedyś w KSZO trener Cecherz powiedział na jednej z konferencji, że jednemu zawodnikowi wystarczy podpalona zapałka żeby go zdenerwować, a o mnie mówił, że aby mnie wyprowadzić z równowagi, trzeba by było spalić mi dom abym się zagotował. I coś w tym jest (śmiech).

D.A.: A zdarza ci się zabrać głos przed meczem lub w przerwie na forum szatni, czy raczej trzymasz się z boku?

Raczej jestem z boku. Nie mam na tyle silnej pozycji abym ten głos zabierał, aczkolwiek zdarzają się sytuację, w których każdy może wyrazić swoje zdanie. W szatni wiodącą rolę odgrywa oczywiście trener i kapitan. Kiedy byłem kapitanem w KSZO, wyglądało to nieco inaczej. Z racji pełnionej funkcji, musiałem niekiedy wstrząsnąć zespołem, swoimi słowami dać impuls drużynie. W GKS są od tego inni.

B.D.: A z którym piłkarzem GKS-u masz najlepszy kontakt? Czy przed przyjściem do Bełchatowa miałeś okazję współpracować z którymś z obecnych zawodników "Brunatnych"?

Tak się złożyło, że w barwach KSZO grałem razem z Hubertem Tylcem, więc raczej oczywistym jest, że trzymamy się razem. Co więcej, nawet dzielimy jedno mieszkanie. Generalnie wydaje mi się, że w szatni ze wszystkimi kolegami mam podobny kontakt. Może ciut wyróżniłbym Marcina Sierczyńskiego i Patryka Mularczyka, z którymi siedzimy obok siebie w szatni.

D.A.: Czego się można nauczyć pracując na co dzień z takimi piłkarzami jak Dariusz Pietrasiak, z którym grałeś jeszcze w KSZO, Patryk Rachwał czy Mariusz Magiera?

Na pewno profesjonalizmu, podejścia do każdego treningu na 100%. Tak było w przypadku Darka Pietrasiaka, gdy jeszcze nawet nie był zawodnikiem KSZO, tylko z nami trenował. Już wtedy udzielał nam mnóstwa wskazówek i bardzo pomagał. Co więcej, poniekąd właśnie dzięki Darkowi trafiłem do Bełchatowa. Któregoś dnia zadzwonił do mnie i spytał, czy nie chciałbym się tutaj zaprezentować? Później, jak już byłem na testach w GKS czy też kiedy rozpocząłem sezon, interesował się jak mi idzie. Ostatnio pisał nawet sms-a z zapytaniem, czy wszystko u mnie w porządku? Darek, to człowiek, który zawsze mi pomagał. A jeśli chodzi o Patryka Rachwała i Mariusza Magierę - same liczby występów w Ekstraklasie przemawiają za nimi. Obaj powinni być wzorami dla wszystkich piłkarzy, którzy chcą w sporcie osiągnąć sukces. Profesjonaliści przez duże "P".

B.D.: A czy trenując i obserwując naszych młodzieżowców, którzy grają lub dopiero pukają do pierwszej drużyny GKS-u, któryś z nich szczególnie się w twojej opinii wyróżnia?

Uważam, że Przemek Zdybowicz ma spory potencjał. Podoba mi się jego styl gry, charakteryzujący typowego napastnika. Spore wrażenie w okresie przygotowawczym wywarł na mnie również Dawid Kocyła. Niestety ta kontuzja pokrzyżowała mu plany, ale uważam, że jak tylko wróci do zdrowia, udowodni swoją nieprzeciętną wartość piłkarską. Mateusz Stolarczyk również ma spore możliwości.

D.A.: Za chwile minie rok odkąd jesteś w Bełchatowie. Czy GKS spełnił Twoje oczekiwania sportowo-organizacyjne?

Jak najbardziej! Odkąd przyszedłem do Bełchatowa, byłem pod wrażeniem całej organizacji klubu. Porównując GKS do KSZO, widać różnicę między drugą, a trzecią ligą. Baza treningowa i stadion są naprawdę na wysokim poziomie, choć w KSZO również nie mogłem na to narzekać. Szkoda, że KSZO nie udaje się póki co powrócić przynajmniej na poziom centralny.

B.D.: A jak ci się żyje i mieszka w Bełchatowie? 

To miasto podobne do Ostrowca, z którego pochodzę. Spokojne, nie za duże, w sam raz dla piłkarza, który chce skupić się przede wszystkim na rozwoju sportowym. Nie narzekam. Bardzo dobrze mi się tutaj mieszka.

B.D.: Słyszeliśmy, że sympatyzujesz z FC Barceloną. Jaki piłkarz "Barcy" był Twoim największym idolem?

Od zawsze byłem zafascynowany Ronaldinho. Uwielbiałem jego grę. Z biegiem czasu i z racji tego, że gram w środku pomocy, zacząłem doceniać grę trójki – Busquets, Iniesta, Xavi. Prezentowali nadludzki poziom piłkarstwa. Na dziś imponuje mi Sergio Busquets. Jest niesamowity pod względem "czytania gry" przeciwnika. Potrafi się znakomicie ustawić i przewidzieć to, co za moment się wydarzy.

Rate this item
(5 votes)
Copyright © 2019 GKS.net.pl. Projekt: GKS.net.pl | KONTAKT

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Żeby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij TUTAJ.